- Posłuchaj mnie Tom, cokolwiek się zdarzy nie rozmawiaj, ba nawet nie zbliżaj się do Sonii Moniuszko. Obiecaj mi, że nie będziesz się z nią kontaktował - jej głos drżał i wydawało się, że z trudem łapie oddech.
- Ale Nikki o co chodzi? Możesz mi powiedzieć, gdzie jesteś i co się dzieje? Wszyscy się martwimy, ja niczego nie rozumiem co... - chciał mówić dalej, ale mu przerwała.
- Chcę cię tylko chronić. Nie możesz niczego wiedzieć. Po prostu mi zaufaj.
- Ale... jesteś bezpieczna?
- O nic się nie martw. Wszystko będzie dobrze, ale musisz zerwać wszystkie kontakty z Sonią Moniuszko, a także z całym atelier Hoschek.
- Ale Lena jest moją przyjaciółką? Co ty znowu wymyślasz, Nicole?
- Mel wraca jutro z obozu. Poprosiłam Chrisa, żeby też przyjechał do Wiednia na pewien czas. Proszę, zaopiekujcie się nimi przez pewien czas. Niedługo wrócę.
Tom był co raz bardziej zdezorientowany.
- Nicole, co do tego wszystkiego mają do cholery twoje dzieci?
-Zajmiecie się nimi?
- Tak, ale o co...
Nie zdążył zadać pytania, ale ona rozłączyła się. Próbował oddzwaniać ze dwadzieścia razy. Za kolejnym razem usłyszał w słuchawce: ,,Nie ma takiego numeru".
Tom nie czekał aż Sonia wstanie. Napisał jej tylko kartkę z informacją, że zadzwoni później. Postanowił zamówić taksówkę i pojechać od razu do Biura. Przy wejściu powitał go Rene, który od razu wstał z miejsca zatrzaskując odruchowo laptopa i podszedł do Toma. Wiedział o telefonie Nicole. Do niego też dzwoniła tylko z innego numeru.
- Co mamy robić? - zapytał w końcu Tom nerwowym tonem. - Jutro wieczorem mam występ dla ORF-u. Nie wiem, czy w ogóle powinienem się na niego zgodzić. Telefon od Nikki całkowicie wytrącił mnie z równowagi. Boję się o nią, o nas, o Sonię... Niczego nie rozumiem.
Przerwał na chwilę i zaczął chodzić po pokoju. Zrobiło mu się słabo. Rene pomógł mu usiąść i podał szklankę wody.
- Co z tym twoim własnym śledztwem, o którym mówił Jacques? - zapytał nadal drżącym tonem.
Rene usiadł obok niego.
- Nie jestem przekonany. Chyba doszedłem do pochopnych wniosków. Wszedłem za bardzo w aspekty prywatne...
- O co chodzi Rene?
Menadżer spojrzał na artystę; był zdenerwowany i nieco speszony.
- Mam wrażenie... Pomyślałem, że może ja jestem ojcem Melanie i Nicole robi to specjalnie, bo chce mnie ukarać za to, że... wiesz, niczego nie powiedziałem i zająłem się budowaniem karier innych w tym kariery Conchity i...
Tom spojrzał na Rene zszokowany.
- O czym ty mówisz?
Rene roztarł dłonie o siebie i spojrzał w czubki swoich czarnych, wypastowanych butów.
- Poznałem Nicole ponad 10 lat temu w ORF-ie. Podawała kawę, robiła ksero. Była sekretarką bez dużego doświadczenia, świeżo po rozwodzie, z nastoletnim synem na wychowaniu. Ja pracowałem tam dłużej, ona dopiero przyszła. Sprawiała wrażenie pewnej siebie, takiej, która niczego się nie boi i do tego zuchwałej...Od początku mnie zaintrygowała.
- Będziesz mi teraz opowiadał wszystkie szczegóły?
Zignorował wypowiedź Toma i kontynuował swoją wypowiedź.
- Widziałem, że jej się podobam. Zawsze się rumieniła, gdy przynosiła mi kawę i dokumenty. Kiedyś jakoś tak wyszło po prostu... Mieliśmy romans przez kilka miesięcy. Chyba nawet coś do niej czułem, ale był jeszcze jeden facet. Robił z nami interesy, chciał sprzedać prawa do albumu jakiegoś hiszpańskiego wykonawcy, który wyprowadzał się właśnie do Wiednia za narzeczoną i wydać jego album w Austrii. Był z Hiszpanii chociaż nie wyglądał na typowego Południowca. Był niesamowicie przystojny, podobał się kobietom. Nicole zakochała się w nim od pierwszego momentu. Ciągle o nim mówiła, unikała spotkań. To o Diego Fernandez był facetem, o którym otwarcie mówiła, że go kocha w biurze i przy innych pracownikach, wszędzie. Mnie przy innych traktowała zawsze jak przyjaciela, a nawet, gdy byliśmy sami nigdy nie powiedziała, że mnie kocha. Wiesz, Nicole zawsze miała wielu przyjaciół. Między innymi Leona Hoschka, ojca Leny, który chyba miał do niej specyficzną słabość, ale nigdy nie byłem o nich zazdrosny do momentu, gdy w firmie pojawił się Diego Fernandez. Wkrótce przyszła do mojego biura i powiedziała mi, że jest w ciąży z Diego, że odchodzi i że bierze z nim ślub. Wiedziałem, że to fascynacja i zauroczenie, że ich małżeństwo nie ma szans, ale nie chciałem jej zatrzymywać. Jakoś wtedy nie pomyślałem, że Melanie może być moim dzieckiem. Prawie wtedy już nie.. - odchrząknął nerwowo. - Ale i tak czułem się wobec niej zobowiązany. Kiedy przyszedłeś do Starmanii cieszyłem się, że odnaleźliście wspólny język mimo, że spotkaliście się przypadkiem, gdy podała Ci butelkę wody, a media zrobiły Wam wtedy zdjęcie, na którym wyglądaliście jak para przyjaciół. Kiedy powierzyli mi bycie Twoim menadżerem starałem się wkręcić w to Nicole. Od początku chciałem, żeby była Twoją asystentką. Jest wyszczekana, odważna, przez lata w ORF-ie nauczyła się wielu sztuczek i wiedziałem, że jest najlepsza na to stanowisko. Cieszyłem się, że zbliżacie się do siebie. Jednego tylko się obawiałem. Nicole nie rozumie słowa ,,nie" i chce mieć wszystko, czego zapragnie. Któregoś dnia po alkoholu powiedziała, że ,,zrobi z ciebie hetero". Nie brałem jej słów na poważnie, ale od tamtego momentu dziwnie na ciebie patrzyła i zaczęła oglądać się za młodszymi facetami. Niedługo potem przyłapałem ją na paleniu jointa i na całowaniu się z jakimś młodym chłopakiem. Spytałem co wyprawia, a ona zaczęła się tylko śmiać. Powiedziała, że to nie jesteś ty, ale przynajmniej jest młody, przystojny i ją chce. Nie chciałem się wtrącać. Od prawie roku zacząłem się domyślać, że mogę być ojcem Melanie, ale ona miała tylu facetów, że nie wiem tego...
Tom był wyraźnie wstrząśnięty monologiem Rene.
- Raz.. - Tom przełknął ślinę. - Pocałowała mnie w usta i chciała... ale powiedziałem, że jestem gejem i wyszedłem z pokoju, a potem z jej mieszkania. Na drugi dzień nie wspomniała o tym ani słowem. I potem też nic nie mówiła i nigdy więcej nie próbowała. Ale... nie rozumiem jak to możliwe...
Artysta wstał z miejsca i spojrzał na siedzącego Rene.
- Ale ja w to nie wierzę. Pewnie chodzi o coś innego i Nicole wkrótce powie nam o co w tym wszystkim chodzi.
*
Tom zdążył zadzwonić do Sonii i powiedzieć tylko bardzo ogólnie o telefonie od Nicole i jej prośbie. Zważywszy na to, że nie wiedzieli, co im może grozić zdecydowali się przez kilka dni nie kontaktować ani nie spotykać.
Nadszedł wieczór występu w ORF-ie. Conchita siedziała przed lustrem i poprawiała makijaż. Podszedł do niej Matt i z uśmiechem zaczął układać jej perukę.
- Cieszę się, że znowu występujesz. Miałaś dość długą przerwę, ale królowa jest tylko jedna.
- Ciągle nie jestem przekonana. Wydaje mi się, że ze względów bezpieczeństwa.. może lepiej byłoby zaczekać trochę z tym..
Ku jej zaskoczeniu, Matt pocałował ją w rękę. Zaśmiała się zdziwiona.
- Od razu lepiej. Taka właśnie jest Conchita. Zawsze pozytywna, otwarta, subtelna i odważna. Uwierz mi, to będzie cudowny występ, jak zawsze. Niczym się nie martw. W końcu królowa jest tylko jedna.
*
Wyszła na scenę jeszcze nieco spięta, ale jednak krótka rozmowa z Mattem bardzo ją zmotywowała i dodała jej odwagi. Podeszła do mikrofonu i spojrzała na wszystkich tych ubranych elegancko, w połyskujące suknie i eleganckie garnitury ludzi, którzy czekali w skupieniu na jej występ. Nie lubiła tych wszystkich jubileuszy i zamkniętych imprez w ORF-ie, na które przychodzili w większości snobistyczni bogacze i potentaci telewizyjni, którzy mieli więcej pieniędzy i wpływów niż rozumu, ale doskonale rozumiała jak ważną rolę odgrywają w jej karierze. Kiedy zabrzmiał pierwszy dźwięk otwierający zawsze utwór "Rise Like a Phoenix" przymknęła lekko powieki i wzięła mikrofon do rąk. Zaczęła śpiewać z każdą nutą przypominając sobie jak bardzo to kocha. Każdy dźwięk tej melodii był dla niej całym światem. Bo scena była dla niej całym światem. Kochała to i wiedziała, że chce to robić do końca życia. Kiedy rozbrzmiał drugi refren uśmiechnęła się szeroko i jednocześnie bardzo subtelnie dając z siebie wszystko, by ta najdłuższa nuta dopełniła dzieła tego kolejnego genialnego wykonania. Nagle na sali podniósł się hałas. Ludzie wstali. Conchita nadal ciągnęła ostatni dźwięk. Ludzie zaczęli się odwracać w stronę hałasu, którzy był co raz wyraźniejszy. Był to dźwięk strzałów. Conchita poczuła jak jej serce bije co raz szybciej. Dokończy ten dźwięk choćby miał być jej ostatnim w życiu. Słowo "flame" nie wyszło z jej ust tylko prosto z serca i było to najlepsze wykonanie utworu "Rise Like a Phoenix" w jej karierze, jednak niewiele osób to słyszało. Na scenę wbiegli Andy i kilku innych mężczyzn z ORF-u. Pojawiła się ochrona. Starali się czym prędzej wyprowadzić Conchitę z sali, ale zamaskowany człowiek z pistoletem był już na scenie i mierzył w kierunku artystki. Co zaskakująco paradoksalne była spokojna. Wiedziała, że miała wyjątkowe, piękne, wręcz bajkowe życie i była za nie wdzięczna. Czekała. Nie było już gdzie uciekać. Człowiek nadal mierząc w jej kierunku, podszedł do niej i podał białą kopertę po czym strzelił jej w rękę i uciekł. Ochrona i policja na sygnale podążyła zanim w pościg. Wezwali pogotowie, a Conchita czując jak wiruje jej w głowie i traci przytomność zastanawiała się tylko kto to był, co jest w kopercie i dlaczego ten człowiek jej nie zabił...




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz