- Jak mogłaś nam o tym nie powiedzieć? Ciągle nie rozumiem - mówił ledwie opanowany męski, tubalny głos.
- Daj spokój. Wiesz przecież, że nie chciałam zranić Toma, ale to nie moja wina... Nie wiem, co powiedzieć. Ta dziewucha mogła być moją córką, a jest tylko dzieckiem Leona. Jej matka zabrała mi człowieka, którego zawsze kochałam, a teraz ona chciała mi odebrać Toma.
- Bredzisz znowu. To co było między Tobą a Hoschkiem nie jest winą Sonii. Na boga, przecież ona nawet nie wiedziała, że on jest ojcem. Poza tym to niedorzeczne. To jest sprawa między wami. Nie mieszaj w to Sonii ani tym bardziej Toma. Teraz on może umrzeć przez twoje gierki. Dziwię się, że w ogóle z tobą rozmawiam. Mieliśmy się nie kłócić przy nim... Nie zdajesz sobie nawet sprawy z tego, co narobiłaś. Zaufałem ci od początku. Gdyby nie ja ciągle podawałabyś kawę dla spoconych biznesmenów w jakieś słabej firmie - Rene wstał z miejsca i przeczesał dłonią włosy starając się opanować zdenerwowanie.
Patrzył na Nicole wyczekująco czując narastającą wściekłość.
- Teraz pójdziesz ze mną i w końcu wytłumaczysz tej biednej dziewczynie o co w tym wszystkim do cholery chodzi. Czeka na korytarzu od tygodnia tak samo jak twoje dzieci, a ty nie raczysz nawet z nimi zamienić kilku słów.
Nicole poczuła się pokonana. Spojrzała na leżącego na łóżku chłopaka i dotknęła jego dłoni. Mimo, że od postrzelenia nie minął nawet tydzień na jego zmęczonej twarzy nadal widać było resztki makijażu, które było niczym ponure wspomnienie tragicznej nocy. Popatrzyła na niego z miłością i wtedy dotarło do niej jak wielu ludzi zraniła starając się go zmienić. Obiecała, że zrobi wszystko, by był szczęśliwy, ale gdzieś tam w swoim samotnym, zranionym przed laty sercu uwierzyła, że ten młody, piękny i odważny mężczyzna porzuci dla niej to, o co całe życie walczył. Nawet z samym sobą. Jak mogła w ogóle pomyśleć, że jest w stanie zmienić geja oferując mu swoje uczucie i troskę. Chyba za bardzo się w tym wszystkim zapędziła. Za bardzo otworzyła swoje serce przed Tomem jednocześnie zapominając o tym, co zrobili dla niej inni. Odwróciła się pospiesznie w kierunku drzwi jakby przypomniała sobie nagle o istnieniu Rene. W pomieszczeniu, jednak już go nie było, a drzwi były otwarte. Nicole rzuciła jeszcze jedno krótkie spojrzenie w kierunku Toma i chciała pocałować go w rękę, ale w ostatniej chwili po prostu lekko ją ścisnęła i ze smutkiem wyszła na korytarz szukać Rene.
Pił wodę z automatu i rozmawiał zdenerwowany z Sonią i dziećmi Nicole. Andre i Jacques też tam byli. Kiedy napotkali spojrzeniem Nikki rozmowy ucichły. Kobieta spojrzała na wszystkich, na koniec na swoje dzieci i na Sonię po czym spuściła wzrok. Nie umiała teraz z nimi rozmawiać. Nie miała odwagi.
- Przepraszam - wyszeptała czując napływające do oczu łzy i po prostu wyszła w pośpiechu z sali.
Zatrzymała się dopiero przy ławce na zewnątrz i odwróciła się, by spojrzeć w kierunku szpitala.
"Zarzucałam tej dziewczynie, że tutaj nie pasuje, a chyba ja nie pasuję o wiele bardziej".
Pomyślała z żalem i wykręciła numer taksówki.
Krople deszczu zaczęły uderzać o krawężnik z co raz większą siłą. Nicole wsunęła dłonie do kieszeni swojego trencza mając nadzieję, że w oczekiwaniu na taksówkę trochę ją to ogrzeje. Tak naprawdę, jednak wcale nie było jej zimno z powodu deszczu. Poczuła się nagle cholernie samotna.
Taksówka podjechała pod szpital chlapiąc jednocześnie wodą z kałuży na wszystkie strony. Nieoczekiwanie obok Nicole nagle pojawiła się Sonia. Miała oczy jakby wcześniej dużo płakała.
- Powiesz mi w końcu dlaczego? Co jest ze mną nie tak?
- Opowiem ci wszystko - odparła zimnym tonem Nicole i spojrzała w kierunku taksówki.
Obie wsiadły. To miała być długa i naprawdę trudna rozmowa.
*
Siedział obok Toma uśmiechając się lekko jakby wiedział, że jednak pewnego dnia się obudzi. Z jednej strony obawiał się, a z drugiej naprawdę wierzył, że znowu będą razem się śmiać i wygłupiać udając małżeństwo. Lubił te żarty.
Na stoliku obok łóżka leżał telefon komórkowy Toma, co dopiero teraz zauważył. Zerknął najpierw na niego, a potem delikatnie podniósł z szafki telefon. Zawahał się, jednak zaczął po chwili sprawdzać wiadomości. Pierwszym na co się natknął było 78 nieodebranych połączeń od Umberto. Kojarzył tego faceta i doskonale pamiętał, co go łączyło z Tomem. Nie wiedział, jednak że ten podstarzały, nieco dziwaczny fotograf znowu jest w Wiedniu. Odczytał kilka sms-ów od niego i poddał się po szóstym, ponieważ miał wrażenie, że zaraz zwymiotuje.
Odłożył telefon i po chwili zobaczył, że ręka Toma lekko się poruszyła. Delikatnie jej dotknął. Tom zaczął się uśmiechać. Jacques zawołał lekarza. Ten właśnie zaczął tłumaczyć Jacquesowi, że czasami się tak zdarza i uśmiechy, czy ruchy dłoni nie są niczym dziwnym, gdy jest się w śpiączce, ale wtedy właśnie Thomas otworzył oczy.
- Tom... Jesteś z powrotem... - wypalił bez namysłu ciągle uśmiechając się szeroko.
- Ty też jesteś... - odparł drżącym głosem, a pielęgniarki od razu podały mu wody.
Uśmiech Toma zawsze był tym, który potrafił rozświetlić nawet najbardziej ciemny dzień w życiu Jacquesa, ale tamten uśmiech na pewno zapamiętał do końca życia.
*
Nicole nie odezwała się aż do czasu, gdy dotarły do jej mieszkania. Sonia wyszła z założenia, że nie ma już nic do stracenia, więc nawet jeśli ją zabije w ramach dalszej zemsty to niespecjalnie się tym martwi. Chciała tylko wiedzieć w końcu dlaczego od jej pojawienia się w Wiedniu Nicole próbuje zniszczyć nie tylko ją, ale też ludzi, których obie kochają i szanują.
Sonia usiadła na kanapie i spojrzała na nią.
- Możesz w końcu mówić... Albo mnie zabić od razu? Chcę mieć już to wszystko za sobą - powiedziała beznamiętnym tonem.
- Jesteś zupełnie inna niż Leon. Pewnie jesteś bardziej jak matka.
Teraz Sonia patrzyła na nią ze zdziwieniem w oczach.
- Leon Hoschek jest twoim ojcem. Ja i Leon byliśmy kiedyś razem dopóki nie poznał twojej matki. Rozstaliśmy się, bo Marta była dla niego ważniejsza. Nie byli rzekomo razem, ale Leon ją kochał. Miała być projektantką mody, a on jest szefem atelier, więc nie robiłam sobie złudzeń. Wszystko miał zaplanowane. Kiedy, jednak twoja matka przyszła do niego mówiąc, że poznała jakiegoś doktora czy tam fizyka i wyjeżdżają razem myślałam, że może wreszcie znowu zauważy jak bardzo mi na nim zależy. Owszem, wróciliśmy do siebie, ale on stwierdził po pewnym czasie, że tak nie potrafi. Zaczął wygadywać brednie typu ,,ciągle kocham Martę", ,,to nie fair wobec ciebie i mnie samego". Przestałam już mu wystarczać. Na jedną noc to się mógł umawiać z każdą, a na poważnie to... dobra nie mówmy o tym... - Nicole nawet nie zauważyła kiedy po jej twarzy zaczęły płynąć łzy.
- Wytrzymaliśmy razem prawie sześć lat ciągle się szarpiąc, kłócąc i wracając do siebie. Rozstaliśmy się definitywnie, ale było za późno, bo byłam w ciąży. Nie powiedziałam mu, bo stwierdziłam, że nie chcę, żebyśmy dalej udawali. Niedługo przed rozstaniem w moim życiu pojawił się też Rene Berto i paru innych mężczyzn, więc Leon nigdy nie miał potrzeby pytać...
Sonia przerwała jej w pół słowa.
- Więc prawie zabiłaś swojego najlepszego przyjaciela, chciałaś mnie zniszczyć i wszystkich do siebie zraziłaś, bo chciałaś się zemścić na mnie za to, że mój biologiczny ojciec kochał moją matkę, a nie ciebie?
Sonia spojrzała na Nicole. Widziała jej rozmazany makijaż, żal i bezradność. Nie wiedziała co powiedzieć.
- Oczywiście, że to nie byłam ja. Parę miesięcy temu zaczął się do mnie dobijać Diego... Mój drugi mąż, były mąż - wytarła łzy chusteczką. - Przypomniał sobie nagle o Melanie. Jego matka jest umierająca, ale kiedy byliśmy razem Mel bardzo się z nią zżyła. Diego jest kryminalistą, gra w hazard, robi jakieś czarne interesy... Matka nie chce niczego mu przepisać, a za to powiedziała, że cały swój spadek odda Melanie, bo zawsze ją kochała jak wnuczkę, a jemu nie ufa. Diego chciał znowu być blisko Mel ze względu na spadek. Poza tym myślał, że ona jest jego dzieckiem, więc wtedy uważał, że bardziej mu się należy współudział w podziale testamentu. To jest straszne...
Znowu sięgnęła po chusteczkę, a głos ugrzęzł jej w gardle. Wyszła do kuchni. Przyniosła z barku whisky i zaczęła pić jakby myślała, że to pomoże jej dalej mówić.
- Powiedziałam mu, że Mel nie jest jego córką, pokazałam badania. Dostał furii. Stwierdził, że i tak możemy udawać, bo tak będzie ,,lepiej dla nas wszystkich". Wykrzyczałam mu w twarz, że ona nawet go nie pamięta, że rozstaliśmy się po pół roku małżeństwa i potem ani razu nawet nie spytał, co u niej. Powiedział, że mnie zniszczy. Przeczuwałam, że ktoś mnie śledzi od pewnego czasu, ale nie spodziewałam się, że to może być Diego lub ktoś z jego ludzi.
- To oni postrzelili Toma? - zapytała Sonia nie mogąc uwierzyć w całą historię.
- Najpierw zażądali gotówki. Wiedzieli, że Tom jest bogaty, a ja również nie mogę narzekać będąc jego asystentką. Nie dałam rady zdobyć tej gotówki. Nie mogłam po prostu otwarcie od kogoś pożyczyć. Dlatego zjawiłam się w firmie z prośbą o pożyczkę wtedy nic nie mówiąc. Diego i tak stwierdził, że to za mało. I dlatego...
Nie mogła uwierzyć, że do tego wszystkiego dopuściła. Czuła się jakby jednocześnie zniszczyła kawałek życia kilku osobom.
- Daj mi szklankę - powiedziała nagle Sonia.
Nicole bez słowa wstała i podała jej. Dziewczyna nalała sobie whisky i sama też zaczęła je pić. Obie milczały. Nie wiedziały, co mają teraz o tym wszystkim myśleć.
- Zupełnie się zmieniłaś odkąd z nami jesteś - wypaliła nagle Nicole.
- Może po prostu ty zaczęłaś bardziej dostrzegać innych ludzi i to jacy są.
- Sonia, przepraszam cię - powiedziała bez cienia ironii w głosie.
Popatrzyła na Nicole i zobaczyła w jej oczach prawdziwy żal.
- Myśl, że mogłabyś być moją córką powoduje, że znowu myślę o Leonie, a jednocześnie... nawet nie wiem jak to ująć. Pogubiłam się w tym wszystkim.
Spuściła wzrok i upiła whisky.
- Czy... czy ty czujesz coś do Toma? - Nicole zebrała się wreszcie na odwagę, by zadać Sonii pytanie, co było jednoznaczne z tym, że alkohol zaczął już działać.
- Myślałam, że czuję. Chciałam czuć. Nie wiem. Ale nie czuję. Tak samo jak do mojego przyjaciela Nicholasa. Jest cudowny i się staram, ale z Thomasem jest tak samo. Lubię ich, mogę im wszystko powiedzieć, ale to bez sensu. Nie umiem się zmuszać. Poza tym Tom jest gejem, więc nawet nie muszę się starać - wypiła resztę drinka i sięgnęła po butelkę, by dolać sobie alkoholu, ale Nicole ją ubiegła i zrobiła to za nią.
Długo myślała nad odpowiedzią patrząc jednocześnie na Sonię.
- To chyba ja mam coś podobnego. Czasami każdy jest samotny tak bardzo, że próbuje na siłę coś poczuć, żeby tylko ktoś wreszcie zwrócił uwagę. Można się ,,zakochać" w każdym przy odpowiedniej desperacji. Wiesz co mam na myśli.
Sonia spuściła wzrok.
- Ale z Leonem musiało być inaczej....
- To był pierwszy i jedyny mężczyzna w moim życiu, który po prostu po ludzku się o mnie troszczył.
Przyzwyczaiłam się i polubiłam to, że komuś może zależeć na mnie, a nie na kasie albo na tym, żeby mnie przelecieć. I wiesz.. teraz już nie wiem do końca, czy kiedykolwiek kochałam Leona. Miłość to coś innego. Gdybym była na jego miejscu i twoja matka, by mi uciekła to pewnie bym ją zabiła z zazdrości albo jakoś zatrzymała. On po prostu powiedział, że zależy mu na jej szczęściu. Tyle. Zero zmuszania, przekonywania. To chyba jest miłość. Nie wiem, tak mi się wydaje...
Sonia spojrzała na ciągle rozmazaną i zapłakaną Nicole.
- Masz papierosy?
Zobaczyła cień uśmiechu na jej ustach. Nicole wstała i przyniosła z szuflady paczkę Marlboro, zapałki i popielniczkę.
Sonia odwzajemniła jej blady uśmiech i zapaliła najpierw sobie, a potem jej.
- Opowiesz mi coś o tym Nicholasie?
Miała wrażenie jakby Nicole na chwilę przestała myśleć o problemach i błędach tylko na powrót była tą samą nieco wyrachowaną, ale jednocześnie na swój sposób uroczą kobietą z nieodłącznym papierosem w dłoni.
Sonia zaciągnęła się dymem i zaczęła opowiadać całą historię od początku. O tym jak poznała Nicholasa w pracy w atelier, o jego talencie pisarskim, a także o tym, gdy zaczął się o nią troszczyć i przestrzegał ją przed Tomem, Nicole i resztą. Potem przeszła do etapu, gdy Nicholas zaczął naprawdę się o nią starać.
- A ja nic nie czułam - powiedziała na koniec i wypuściła dym ustami.
- Myślałam, że jak powiem mu, że zależy mi na Tomie to odpuści. Pomyśli sobie, że przesadzam, bo wiem, że on woli facetów, ale jednocześnie odpuści widząc jak jestem pokręcona z tym wszystkim. I odpuścił w pewnym momencie. Podobnie jak Leon. Znaczy, podobnie jak mój ojciec - westchnęła krótko.
Nicole słuchała jej opowieści i z każdą chwilą przestawała rozumieć dlaczego oceniła Sonię od razu przez pryzmat urazy do jej matki. Tak bardzo zaślepiła ją zazdrość i własna zaborczość z powodu strachu przed samotnością, że na długo przestała zauważać istnienie ludzi w swoim otoczeniu i zaczęła powoli sobie zdawać sprawę jak wiele przez to straciła. Przesiadła się obok Sonii i spojrzała na nią.
- Chyba, jednak źle cię oceniłam. Przepraszam cię.
Sonia odstawiła szklankę na stolik i popatrzyła na Nicole.
- Ja od początku czułam, że musi być jakiś powód tego wszystkiego. Nie jestem na ciebie zła. Bardziej jest mi żal, bo pewnie gdybym nie przyjechała tutaj to nie wydałaby się sprawa z Leonem i dzisiaj Tom nie leżałby w śpiączce - strzepała popiół do popielniczki.
Nicole pokręciła przecząco głową i również odstawiła swoją szklankę.
- Nie możesz tego wiedzieć. Przecież to, że Diego nagle się odezwał nie miało absolutnie żadnego związku z tobą.
Sonia poczuła się nagle dość dziwnie. Poczuła zapach perfum Nicole i zaczęło jej się kręcić w głowie. Dotknęła dłoni Nicole i odłożyła jej papierosa do popielniczki. Nic nie mówiąc pocałowała ją nagle w usta. Zobaczyła uśmiech na jej twarzy i już wiedziała jaki był kolejny powód dla, którego Nicole wolała ją znienawidzić.
*
- Myślisz, że naprawdę nie powinniśmy zadzwonić do Nicole? - zapytał Thomas uśmiechając się do leżącego obok Jacquesa.
- Jeszcze się pytasz? - po łóżku nagle przeszedł kot depcząc przy okazji kołdrę po czym wskoczył na wiklinowe krzesło obok. - Tom, przecież przez nią omal nie zginąłeś.
- Ale myślę, że mimo wszystko powinniśmy pozwolić jej to wszystko wytłumaczyć.
- Ale co ty chcesz wyjaśniać? Rene ci powiedział przecież. Ten Hoschek jest ojcem Sonii, a to był jej facet. Z zazdrości próbowała ją od ciebie odseparować, bo chciała być jedyną kobietą w twoim życiu. Z desperacji posunęła się do dziwnych kroków, ale ważne, że jesteś tutaj przy mnie cały i zdrowy - pogładził go po policzku.
Tom westchnął przeciągle.
- Myślisz, że wszystko jest takie proste. Nie wierzę, że zrobiłaby to wszystko tylko z zazdrości. Chciałbym wiedzieć dlaczego.
Jacques pocałował delikatnie i objął Toma.
- Nic nie jest proste, kochanie. Ale wiesz, co jest teraz dla mnie najważniejsze?
Że jesteś tutaj ze mną o poranku i wcale nie jesteś Conchitą tylko tym uroczym, najcudowniejszym na świecie facetem, który bywa irytujący, ale jednocześnie jest prawdziwą i jedyną miłością mojego życia.
~ * ~
Dla tych, którzy nigdy nie przestają marzyć, wierzyć, pragnąć i mierzyć wysoko.
Bo tylko tacy potrafią zamieniać marzenia w cele, a potem je realizować.
















