Tym razem bez konkretnej dedykacji.
Chciałabym podziękować wszystkim, którzy czytają to opowiadanie oraz osobom, którzy wchodzą tylko na parę chwil.
Bo zawsze coś w nas zostaje...
Siedziała obok Toma i patrzyła w jego uśmiechnięte i radosne oczy, które błyszczały niemal tak jasno jak punktowe światła wokół. Słuchała jego słów śmiejąc się i wzruszając na przemian. Kelner dolewał im wina, którego ciągle ubywało, a Sonia miała wrażenie, że czas się dla niej zatrzymał. Wiedziała już dlaczego nie może przestać myśleć o jego świdrującym spojrzeniu i delikatnym uśmiechu. Kiedy zdała sobie sprawę, że kocha Thomasa Neuwirtha na początku poczuła strach.
Nigdy przedtem żadne uczucie nie było dla niej tak silne i nigdy wcześniej nie miała wrażenia, że pokochała na całe życie. Poczuła to teraz. Tego ciepłego, letniego wieczoru popijając wino i śmiejąc się z jego dowcipów. Patrząc tylko czasami kątem oka na rozświetlony milionem światełek Dunaj powtarzała sobie w duchu tylko jedno: nigdy nie powie nikomu co naprawdę wtedy poczuła.
Na nieboskłonie widać już było zarys budzącego się do życia słońca, Tom roztarł zmęczone powieki i spojrzał na przykrytą jego bluzą Sonię, która spała na siedząco przed opróżnioną butelką wina, które wypili jeszcze przed świtem. Tom też nie wiedział, kiedy przysnął. Szukał w pamięci dnia, kiedy zasnął kiedykolwiek w Motto Am Fluss rozmawiając albo imprezując. Westchnął, gdy uświadomił sobie, że taka sytuacja nie miała nigdy wcześniej miejsca i odruchowo się uśmiechnął. Do stolika podszedł znajomy kelner, który wyglądał niezbyt wyraźnie po nocnej zmianie, którą miał za sobą. Zaczął zbierać kieliszki patrząc jednocześnie na Toma.
- No, no stary. Nieźle musiała cię zagadać ta dziewczyna. Jestem w szoku - powiedział ustawiając z trudem kieliszki na tacy.
- Sam jestem w szoku, Dieter - odparł starając się rozbudzić na tyle, by być zdolnym to samodzielnego powrotu do mieszkania.
- Czasem się zastanawiam jak to jest... - zaczął Dieter, ale w pewnym momencie jakby ugryzł się w język. - Nieważne.
Położył odruchowo dłoń na ramieniu Toma.
- Przyjdź za sekundę do baru. Zrobię ci mocną kawę. Musisz jakoś doczołgać się do domu.
Pokiwał głową.
- Chyba zadzwonię po kogoś, ale kawę chętnie wypiję.
Spojrzał na śpiącą w najlepsze Sonię i uśmiechnął się po raz kolejny. Delikatnie, by jej nie zbudzić wyciągnął z kieszeni bluzy swój telefon i poszedł do baru po drodze zatrzymując się, by spojrzeć raz jeszcze na Sonię. Dieter robiąc kawę wyjrzał w kierunku tarasu i uśmiechnął się widząc spojrzenie pełne troski, które Tom kierował w stronę swojej przyjaciółki.
Usiadł przy barze i wziął do rąk filiżankę z czarną kawą, która była zaskakująca dobra biorąc pod uwagę fakt, że Tom nie znosił kawy bez mleka.
- Dolałbym ci jak zawsze, ale po tym będziesz miał więcej kopa.
- Dzięki. Co ja bym zrobił bez twojej kawy z kopem? - zaśmiał się krótko.
- Tom? Mogę cię o coś spytać, stary?
Pokiwał głową po czym upił solidny łyk kawy.
- Wiesz.. ja nigdy nie robiłem tego z kobietą. Czasami się zastanawiam jak to jest i ... Jestem gejem z krwi i kości od początku, ale ja wiem, że ty kiedyś... zanim jeszcze się wyoutowałeś miałeś różne relacje i że też byłeś z tą dziewczyną z burleski i z tamtą co cię zatrudniała pewnie też... - Dieter przerwał mu w pół zdania.
- Dieter, czy ja mogę mieć do ciebie prośbę? - Tom nie czekał nawet na odpowiedź. - Nigdy więcej nie zadawaj mi takich pytań.
Kilka minut później Sonia obudziła się i widząc Toma za barem w towarzystwie kelnera wstała i podeszła do nich, jeszcze nie do końca przytomna; czując ogromny ból głowy i suchość w gardle.
- Hej, jestem Dieter - odezwał się kelner wycierający dopiero umyte naczynia . - Zrobić ci coś do picia? Na koszt firmy oczywiście.
Pokiwała lekko głową.
- Zrobiłem ci taką samą kawę jak Thomasowi. Tutaj potrzeba ultra mocnego kopa widzę - powiedział stawiając przed nią filiżankę.
Tom nie znosił kawy bez mleka, ale czasami ją pił. Sonia z kolei nigdy nie piła czarnej kawy, bo nie mogła znieść jej gorzkiego smaku. Tym razem, jednak postanowiła się zmusić i wypić kilka łyków w nadziei, że uda jej się wrócić do mieszkania, chociaż bycie teraz samemu to była ostatnia rzecz, na którą miała w tym momencie ochotę.
Tom wyszedł na chwilę na zewnątrz, by zadzwonić. Potrzebowali teraz, by ktoś ich po prostu odwiózł prosto do domu. Musiałby odprowadzić Sonię do samego mieszkania, a sam nie był w stanie z powodu kaca, więc zaczął dzwonić do przyjaciół. Tamara nie odbierała, więc Tom pomyślał, że pewnie jeszcze śpią z Robertem i zdecydował, że nie będzie im dłużej przeszkadzał. Jacques powiedział, że jest w Graz, bo występował. Rene nie odbierał telefonu. Postanowił, więc zadzwonić do Umberto. Umberto był Włochem, fotografem, artystą z krwi i kości oraz jego dobrym przyjacielem jednocześnie. Tom, jednak wahał się chwilę przed telefonem do niego. Byli kiedyś razem. Mieszkali ze sobą, jedli, spali, wspierali się, imprezowali i chodzili do łóżka. Umberto był specyficznym mężczyzną. Mimo tego, że w tym roku miał skończyć 50 lat i jego włosy były już siwe to miał w sobie tyle energii i zapału, że Tom nie potrafił długo traktować go tylko jak przyjaciela. Ich związek kiedyś był otwarty. Nie ograniczali siebie, ale Tom nie do końca wiedział, czy dobrze czuje się z tym, że ma świadomość tego, że Umberto będąc na imprezie potrafi sypiać właściwie z każdym napotkanym facetem. Umberto miał w sobie urok, którego był świadomy, ale też nie umiał oprzeć się na widok kolejnego młodego przystojnego mężczyzny. Miał bzika na punkcie swojego kota. Zrobił mu profil na instagramie i wstawiał jego zdjęcia w czasie codziennych czynności montując z nich filmy z podkładem i starając się zrobić z Romualda gwiazdę. Uwielbiał też robienie selfie. Zwłaszcza w lustrze. Potrafił siedzieć z nim w restauracji, czy w domu i przez pół godziny robić sobie zdjęcia. Czasami, gdy był ,,w imprezowym" nastroju ubierał sukienkę i malował usta na czerwono albo ubierał perukę i chodził po hot dogi udając kobietę. Mimo tych wszystkich szaleństw, Umberto był mądrym i wykształconym mężczyzną. Skończył historię i filozofię na Uniwersytecie w Sorbonie oraz historię sztuki w Wiedniu. Na co dzień chodził w idealnie skrojonych garniturach, w krawacie lub w muszce i palił cygara. Na początku, Tom był pod wielkim wrażeniem Umberto. Kiedy ten jeszcze na początku kariery zaprosił go na sesję zdjęciową jako Conchita od początku wiedział, że nie uda im się zostać tylko przyjaciółmi. Umberto miał, jednak dziwny zwyczaj. Zdarzało mu się po kilku miesiącach związku stwierdzać z dnia na dzień, że ,,duszno mu w Wiedniu", dramatyzować kilka godzin, a potem stwierdzić, że wyjeżdża gdzieś i nie wróci już. Zawsze wracał nie później niż po pół roku. To Umberto zawsze dzwonił, gdy wracał. Zawsze potem było jak dawniej. Jednak teraz mijały prawie dwa lata odkąd ostatni raz z nim rozmawiał, więc był pewien, że między nimi wszystko skończone. Ostatnio dowiedział się, że Umberto wrócił do Wiednia i pracuje nad jakąś sesją razem z Jessicą Umwerk, fotografką niemieckiego "Vogue". Raz nawet spotkał go na ulicy, gdy robił zdjęcia modelce w terenie. Ten uśmiechnął się i powiedział mu tylko szybkie ,,cześć" jakby byli starymi znajomymi i wrócił do pracy. Nie wiedział, czy powinien teraz do niego dzwonić i prosić go o podwiezienie ich do domów, ale poczuł dziwną, nieodpartą chęć i wybrał numer.
- Cześć, Conchy - zawsze Umberto odzywał się pierwszy, nawet jeśli to Tom do niego dzwonił.
- Witaj. Tutaj Thomas. - nie lubił, gdy fotograf nazywał go pseudonimem scenicznym.
- Od razu się domyśliłem, że to mój Wurst - zaśmiał się krótko.
Tom odchrząknął.
- Widziałem ostatnio jak robiłeś zdjęcia na Bezirku. Nie spodziewałem się, że wrócisz jeszcze do Wiednia.
- Trochę miałem spraw, ale przecież ja zawsze wracam, kochanie. Teraz też jestem zarobiony, dlatego jeszcze nie zadzwoniłem, ale widzę, że moja gwiazda za długo była sama i tak nie może wytrzymać jak zobaczy swojego przystojniaka, że sama do niego dzwoni. To takie romantyczne.
Tom poczuł się dziwnie. Jednocześnie tęsknił za Umberto, a z drugiej strony obawiał się go znowu zobaczyć.
- Mam do ciebie prośbę, Umberto. Oczywiście, jeżeli mogę.
- Uuuu... - mruknął Włoch. - Jak ja uwielbiam, gdy wymawiasz moje imię. Możesz mieć prośbę, ale nic nie jest za darmo jak to mówią.
- Jestem ze znajomą w Motto Am Fluss. Zabalowaliśmy i jesteśmy trochę mocno nietrzeźwi. Jeśli miałbyś możliwość teraz podjechać i nas podwieźć, zwłaszcza Sonię, bo ona zasypia na stojącą to byłoby świetnie. Mnie boli tylko głowa, więc chyba dałbym radę jakoś dojechać taksówką, ale ją trzeba odprowadzić do samego łóżka, a sam nie dam rady w tym stanie.
Przez chwilę w słuchawce było cicho, a potem Umberto zaczął się śmiać cicho.
- Sam nie dasz rady odprowadzić kogoś do łóżka... No popatrz.. Gdyby to nie była dziewczyna to bym nie uwierzył. Dobrze, odwiozę twoją znajomą. Daj mi dziesięć minut, skarbie.
- Spoko, dzięki Umberto.
Po dziesięciu minutach staromodne, ale idealnie wypucowane auto Umberto Flavio podjechało pod Motto Am Fluss i zaparkowało niemalże przed samym mostkiem, którym wchodziło się na pokład tej restauracji usytuowanej na łodzi na wodach Dunaju. Krótki sygnał, który wysłał na telefon Toma świadczył o tym, że już na nich czeka. Thomas pożegnał się krótko z nieco naburmuszonym Dieterem, który powoli zbierał się do domu po nocnej zmianie marząc tylko o gorącym prysznicu i pójściu wreszcie spać.
- Umberto już jest. Czeka na nas przy ulicy
- Nie wiem jak ci dziękować - wymamrotała Sonia schodząc razem z Tomem z mostka w kierunku starego Maybacha, który wyglądał jak wyjęty z ubiegłego wieku.
- Nie masz chyba zbyt mocnej głowy - stwierdził Tom otwierając tylne drzwiczki.
- Ja właściwie nigdy nie piją - skwitowała po czym usiadła wreszcie na tylnym fotelu i poczuła, że zasypia. Tom przykrył ją znów bluzą. Poranki były teraz zimne.
- Zapraszam, księżniczko - Umberto wskazał na miejsce z przodu.
Tom zamknął delikatnie tylne drzwi samochodu i usiadł obok Umberto.
Włoch nie ruszał tylko lustrował wzrokiem leżącą z tyłu Sonię nakrytą jego bluzą.
- Co to za wygłupy, co kochanie? - zapytał Toma.
- Zależy o co pytasz.
Zmierzył go spojrzeniem.
- Nie znam tej dziewczyny. Kto to jest?
Tom uśmiechnął się lekko.
- Pracujemy razem. Jest moją stylistką i dobrą znajomą.
Umberto nadal świdrował go spojrzeniem po czym zaśmiał się cicho, w sumie jak zawsze.
- To dokąd jedziemy?
- Teobaldgasse 14
Po niecałych piętnastu minutach dotarli na miejsce.
- Dzięki, Umberto.
- Conchy, zaczekam i ciebie też odwiozę.
- Nie musisz - Tom nie do końca wiedział, czy chce żeby Włoch znowu go odwoził.
Zwykle było tak, że po powrocie zawsze go prowokował najbardziej, ale dzisiaj zachowywał się jakby chciał go ,,zjeść wzrokiem".
- Ale chcę. Leć ją zaprowadzić do łóżeczka i zaraz grzecznie wracaj - puścił do niego oczko. - Ale szybko, bo nie dałem jeszcze Romualdowi śniadania. Biedak pewnie miauczy i szuka mamusi. Jak widzisz nie mam zbyt wiele czasu.
Tom zgodził się i wyszedł z samochodu, by pomóc Sonii dotrzeć do mieszkania.
Zaprowadził ją do mieszkania, pomógł otworzyć drzwi i gdy usiadła na łóżku poczuł, że wreszcie może ją spokojnie zostawić. Zawahał się, jednak myśląc o czekającym na dole Umberto, który na pewno mu dzisiaj nie odpuści. Ruszył z powrotem, gdy nagle zatrzymał go głos Sonii.
- Tom? - odwrócił się i podszedł do niej.
- Tak?
Patrzyła na niego zamglonym wzrokiem.
- Ten alkohol wczoraj... Czy to na pewno było tylko wino?
Thomas poczuł jakby uginały się pod nim nogi. Zrobiło mu się słabo.
- Tom, odpowiedz mi.
- Cholera - powiedział próbując nie wpaść w panikę.
Zaczął powoli zbierać ze sobą fakty. Dziwne zachowanie Dietera, to że cały wieczór tylko on nalewał im wino, a rano zaczął zadawać nietypowe pytania...
Wybrał numer do Dietera właściwie bez dłuższego namysłu.
- Kurwa, stary - przywitał go zaspanym głosem. - Odsypiać próbuję. Zadzwonię jutro, nara.
- Zaczekaj to ważne.
- Co kurwa tylko szybko?
- Co to był za alkohol, który nam dałeś wczoraj.
- Ja pierdole, no wino co zamawialiście co innego?
- Skup się jeszcze chwilę. Skąd było to wino.
Dieter niemal parsknął naprawdę zirytowany budzeniem go po nocnej zmianie i zmuszaniem od myślenia.
- No ja tam dokładnie nie wiem takich rzeczy, ale podobno od tego Hiszpana, byłego męża Nicole. On robi najlepsze wina w tej swojej kurwa winiarni. Stary, jakby nas było stać jeszcze na takie wino non stop to szef, by tylko u Manolo kupował. A czy to kurwa ważne? Ja śpię. Coś jeszcze?
- Tak. Z czym jest ta twoja słynna kawa z kopem?
Teraz Dieter miał ochotę rzucić telefonem z całej siły i krzyknąć na całe mieszkanie.
- Ja pierdole... No dodaje tam jakieś ziółka takie...
- Ziółka?
- No kurwa Manolo kiedyś pierdolił, że oni mają takie rośliny u siebie w winiarni. Że dają naturalnego kopa, że to u nich w Barcelonie jego wujek takie hodował kiedyś. Podobno to jakieś specjalne aloesy, czy co kurwa. Ja tam z biologii zawsze byłem idiotą. No i mi dał kiedyś za darmo, bo mówi, że jestem równy gość. Tam mu wtedy jakieś części do jego auta ogarnąłem tanio. Ja nawet kurwa myślałem, że on gej może i że szanse są jakieś na mały, że tak powiem krótki romansik, ale gdzie tam? To taki spedalony hetero, że nie ma opcji.
- Dzięki. Możesz już spać, Dieter.
Nawet mu nie odpowiedział tylko wypuścił z rąk słuchawkę i zasnął.
Tom zobaczył, że Sonia zasnęła. Nie wiedział, czy może ją tak teraz zostawić. A jeśli przedawkowała te zioła od byłego męża Nicole? I co było w tym winie?
"Księżniczko, twój królewicz się niecierpliwi. Ma dla ciebie dużą niespodziankę. Schodź już na dół.." SMS od Umberto bynajmniej nie był dwuznaczny.
Nie wiedział co robić. Gdyby pojechał z Umberto na pewno, by do siebie wrócili. Gdyby został przy Sonii byłby spokojniejszy, a kiedy się wyśpi pojechaliby do szpitala. Bał się wręcz panicznie, że Sonia przedawkowała, ale jej oddech uspokajał go. Ciągnęło go do Umberto. Chyba brakowało mi tego jego pozytywnego szaleństwa, świetnej zabawy, wsparcia i długich nocy. Zerknął raz jeszcze w kierunku śpiącej Sonii.
"Nie mogę dzisiaj. Sonia źle się czuje. Zasnęła, ale muszę z nią zostać. Zadzwonię." - nacisnął na przycisk wyślij" po czym usiadł na fotelu naprzeciwko i poczuł, że on również powoli zasypia.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz