sobota, 23 stycznia 2016

Rozdział trzeci

Dla Nat i Pat.



Sonia siedziała na parapecie okna w kuchni Nicka i piła kawę z mlekiem pomieszaną wyrzutami sumienia i jej własną frustracją. Wyglądała przez okno widząc jak zwykle tętniące życiem uliczki Wiednia i pędzące ulicami samochody. Z nieba zaczęły spadać pierwsze krople deszczu, a po chwili padało już na dobre. Upiła łyk kawy po czym zerknęła na wyświetlacz swojego iPhone'a. Nie było żadnej wiadomości od Toma. Odkąd dwa dni temu wyszła ze szpitala zraniona słowami Nicole, nie kontaktował z nią, nawet w sprawach zawodowych. Rozważała nawet telefon do Rene, ale uznała, że nie ma potrzeby drążyć sprawy. Jeśli Tom będzie chciał, by dalej dla niego pracowała to na pewno prędzej, czy później do niej zadzwoni. Zerknęła raz jeszcze na wyświetlacz. Dochodziła godzina dziesiąta. Nick nadal spał, a ona nie starała się bezskutecznie skupić myśli na czymś innym niż milczenie Toma i to jak bardzo miniony dzień i noc skomplikowały jej życie. Kiedy Nick wstanie będą musieli porozmawiać o tym co się miedzy nimi stało. Z jednej strony miała ochotę wyjść i wrócić do swojego mieszkania i życia, a z drugiej wiedziała, że Nickowi należy się chwila rozmowy. To było najgorsze w ich relacji. ,,Nickowi należy się". Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że jedyna rzecz, którą do niego czuje to wdzięczność za przyjaźń i wsparcie w trudnych momentach w atelier Hoschek. Kiedy w pewnym momencie usłyszała, że jej telefon dzwoni prawie wypuściła z rąk filiżankę z kawą. Spojrzała na wyświetlacz i zobaczyła nieznany numer. Odebrała.
- Dzień dobry. Dzwonie z atelier Jchoerl. Nazywam sie Sarah Mutterman. Jestem asystentką pana Jürgena Choerla, naszego prezesa i głównego projektanta. Dzwonie z polecenia Pana Choerla. Nasz szef zobaczył pańskie projekty w jednym z lokalnych magazynów modowych. Czy to prawda, że współpracuje pani teraz z Conchitą Wurst?
Sonia była nieco zaskoczona telefonem. Spodziewałaby się chyba każdego, ale nie asystentki atelier Jchoerl.
- Witam. Tak to prawda.
- Świetnie. Pan Choerl bardzo chciałby z panią zamienić parę słów. Jeśli jest pani zainteresowana zapraszam panią na rozmowę do naszego atelier dzisiaj o godzinie trzynastej jeśli jest pani wolna. Nie muszę chyba podkreślać jak ważna i jednocześnie unikatowa jest ta propozycja. Jako stylistka i projektantka ma pani chyba świadomość jaką pozycje na rynku ma Dom Mody Jchoerl? - ton głosu kobiety nie był specjalnie nachalny, brzmiał bardziej jakby była znudzona i przyzwyczajona do problematycznych rozmów, a także do stawiania ,,propozycji nie do odrzucenia". 
Sonia mogła wyczuć w nim po prostu profesjonalizm.
- Oczywiście. Myśle, że będę w stanie pojawić się u państwa dzisiaj o godzinie trzynastej - odpowiedziała właściwie bez głębszego zastanowienia.
Sonia wiedziała doskonale, że Juergen Choerl na stałe współpracuje z Conchitą i jest cześcią jej ekipy, ale jak dotąd nie miała okazji go poznać. Jako stylistka przy "Where Have All The Good Men Gone" współpracowała właściwie tylko z Thomasem Reinbergerem, czyli stałym stylistą Conchity, ale choć wszystkie kreacje poza jedną były zaprojektowane przez Jchoerl nie miała okazji go jeszcze poznać. Wiedziała, jednak jak wielkie sukcesy odnosi marka Choerl na całym świecie. O współpracy z amerykańskimi gwiazdami dużego formatu, o fashion weeku w Mediolanie, o sesjach do prestiżowych magazynów - zdawała sobie sprawę, że gdyby Jchoerl zaproponowaliby jej prace  nie byłaby już asystentką nieznanej prawie poza Wiedniem Leny Hoschek, mieszkającą w małym wynajmowanym mieszkaniu i skarżącą się na wiecznie niezadowoloną szefową początkującą projektantką. Gdyby Juergen Choerl zaproponował jej prace jej życie na pewno, by się zmieniło. Mogłaby nawet stworzyć pewnego dnia własną markę i osiągać sukcesy, których pragnienie zaszczepiła w niej matka. Ale Sonia wiedziała też, że takie rzeczy się nie zdarzają. Żaden dom mody pokroju Jchoerl nie dzwoni specjalnie do podrzędnej asystentki w konkurencyjnym atelier żeby zaproponować jej prace. Wiedziała, że chodzi o Conchite. Miała tylko nadzieje, że będzie mogła dokończyć prace przy teledysku. Spodziewała sie, że Choerl będzie tam z Rene i powiedzą jej, że zbyt mocno nadszarpnęła wizerunek medialny Conchity i że będzie musiała się pożegnać z najlepszą współpracą i najważniejszą przyjaźnią w jej życiu. Najbardziej bała się, że Tom będzie podzielał zdanie Nicole i stwierdzi, że nie pasuje do ich towarzystwa, a wtedy Rene będzie mógł ją oficjalnie zwolnić. Tom, by tego nie zrobił. Na pewno nie powiedziałby jej, że ma odejść. Nawet gdyby podjął taką decyzje przekazałby ją Rene. Tego była pewna, ale i tak myśl, że jest o krok naprawdę ją przerażała.




*
Tom siedział nad lampką czerwonego wina i wystukiwał palcami staccato starając się skupić swoje myśli na czymkolwiek innym niż to, że Rene spóźnia się co raz bardziej. Zerknął po raz setny chyba w ciągu ostatniej godziny w wyświetlacz telefonu. Żadnego nieodebranego połączenia. Nicole zniknęła i to na dobre.
Poczuł, że robi mu się gorąco.
Wiedział już, że wszyscy mają kłopoty, ale ciągle nie wiedział jak bardzo poważne, a każda chwila wątpliwości sprawiała, że miał co raz gorsze przeczucie. Wybrał raz jeszcze numer Rene. Jego telefon nadal był wyłączony. Wypił na raz pół lampki wina aż zakręciło mu się w głowie. W ciągu ostatnich kilku dni poza obawami czuł też coś dziwnego i zupełnie innego. Brakowało mu towarzystwa Sonii i nie wiedział jak powinien zachować się w wynikłej sytuacji. Nie wierzył, że kwiaty, które kupiła dla Nicole specjalnie miały wywołać w niej reakcję alergiczną, ale też nie wierzył w zbiegi okoliczności. Odkąd kilka dni temu jego asystentka zadzwoniła do Rene z wiadomością, że ,,załatwi wszystko" nie było z nią żadnego kontaktu. 
Nikt nie wiedział, gdzie jest i co robi. 
Śmierć Chrissy'ego nie wzbudziła żadnego zainteresowania. Nie wspomnieli o tym nawet w lokalnych wiadomościach. Tylko kilkoro ludzi mieszkających w tej samej dzielnicy plotkowało o tym, że jakiś narkoman się zaćpał, ale nikt nie znał jego tożsamości. Pozornie nie było czym się martwić, ale Tom nie wierzył w to, że cała ta sytuacja nie ma związku z próbą otrucia Nicole oraz jej zniknięciem. Miał wrażenie, że zaraz zwariuje. Wziął do rąk telefon i wybrał numer Sonii. Kiedy odezwała się po drugiej stronie słuchawki, z lekko niepewnym i zdziwionym głosem postanowił wziąć sprawę w swoje ręce i nic przed nią nie ukrywać. W tamtym momencie Sonia Moniuszko była jedyną osobą, której mógł zaufać. 
- Cześć. Nie dzwoniłem, bo... - w słuchawce dało się słyszeć przeciągłe westchnięcie. - Nicole zniknęła. Nigdzie jej nie ma, nie mamy z nią kontaktu. Chrissy nie żyje, a Nikki kilka dni temu zadzwoniła tylko, że ,,to załatwi". Nie wiem o co chodzi, nie wiem, co robić. Na domiar złego Rene od dwóch godzin ma wyłączony telefon, chociaż byliśmy umówieni godzinę temu - powiedział to niemal na jednym oddechu, jakby potrzebował, by to z siebie wyrzucić.
Sonia przez chwilę milczała nie wiedząc jak powinna zachować się w tej sytuacji. Strzepała popiół do popielniczki i spojrzała w stronę okna jakby oczekiwała, że zobaczy za nim spieszącego gdzieś Rene albo Nicole i wtedy będzie mogła pomóc przyjacielowi.
- Nie mam pojęcia co powiedzieć. Czułam, że stało się coś złego. Tyle czasu milczałeś. Ale myślałam, że po prostu masz do mnie złość albo nie chcesz mieć ze mną kontaktu z innych przyczyn. Naprawdę mi przykro z powodu Chrissy'ego, a zaginięcie Nicole to dla mnie tak dziwna sytuacja, że nawet nie potrafię nic powiedzieć. Do tego okoliczności... - Sonia starała się ważyć słowa; bała się, że Tom podejrzewa jej udział w sprawie, ale nie umiała stosować chłodnej kalkulacji, gdy z nim rozmawiała.
- Zaczekaj - przerwał jej w połowie zdania. - Jestem w Motto am Fluss. Chciałbym z tobą porozmawiać. Przyjdziesz? 
Propozycja Toma naprawdę ją zaskoczyła, ale się zgodziła. 



Po całym dniu spędzonym z Nickiem, nie miała nawet odwagi żeby nawiązać do ich wspólnej nocy. Kiedy Nick próbował okazać jej czułość czy powiedzieć coś w nawiązaniu do poprzedniego wieczora Sonia specjalnie ucinała temat. Nie miała jeszcze siły, by z nim o tym rozmawiać. Nick był cudownym człowiekiem, wspaniałym i troskliwym przyjacielem, ale prawda była taka, że nikim poza tym. Nie kochała go. Z drugiej strony nikt nigdy się o nią tak nie troszczył. Dobrze się przy nim, czuła, ale nie umiała bez wyrzutów sumienia okazywać mu czułość. Nie chciała też go zranić. Coś jednak ciągle popychało ją w kierunku Toma. Kiedy Nick wyszedł na chwilę po whisky, wyszła z domu zostawiając tylko kartkę: ,,Muszę załatwić coś ważnego. Przepraszam. S." . Zarzuciła na ramiona kurtkę i wsiadła w metro, a potem w autobus, by jak najszybciej dotrzeć do Motto am Fluss. Tom siedział przy stoliku, na tarasie i patrzył nieobecnym wzrokiem na Dunaj pijąc resztki czerwonego wina. Kiedy ją zobaczył uśmiechnął się lekko, choć nerwowo.
- Cieszę się, że jesteś - powiedział od razu i wstał, by pocałować ją w policzek na powitanie. 
- Ciebie też miło widzieć - odparła bez namysłu lustrując wzrokiem jego zmartwioną twarz.
Podsunął jej pusty kieliszek i wziął do rąk butelkę.
- Naleję ci trochę jeżeli masz ochotę. Niestety albo stety w takich sytuacjach pomaga tylko wino. Przynajmniej ja tak mam - powiedział nieco nerwowym tonem i zaczął nalewać wino trzymając butelkę lekko drżącymi rękoma. 
- Może ostrożnie Tom? - Sonia patrzyła na to jak bardzo jest zestresowany.
Duża część alkoholu popłynęła po drewnianym stoliku. Zaraz podbiegł do nich kelner i zaczął wycierać czerwone plamy. 
- Przepraszam, naprawdę nie wiem, co się ze mną dzieje - powiedział kiedy kelner skończył i sobie poszedł.
- Jeżeli to niedyskretne pytanie to przepraszam, ale... czy sytuacja z Chrissym wpłynęła jakoś na twój wizerunek? - zapytała zanim zdążyła się zastanowić nad sensem pytania.
Tom pokręcił przecząco głową i westchnął.
- Nie. Wiedzą, że Chrissy to narkoman, ale nie znają nawet tożsamości. Nie wiedzą, że go znałem. A o Nicole media też jeszcze nie wiedzą.
Sonia spojrzała na Toma starając się napotkać jego spojrzenie.Kiedy wreszcie na nią spojrzał od razu spuścił nerwowo wzrok.
- Może to samolubne - zaczął nieoczekiwanie Tom. - ale nie boję się o Nicole, bo wiem, że nic jej nie jest tylko boję się, że znowu wymyśliła coś, co tym razem zniszczy całą naszą pracę. Nicole miewała różne dziwne zachowania, ale nigdy nie było takiej sytuacji. Wiesz sama ile lat pracowaliśmy wszyscy na to, żeby Conchita mogła przejść do mainstreamu, żeby wzięła udział w Eurowizji. Zawsze zależało mi na tym, by dać coś od siebie. Prawda jest taka, że tak bardzo zżyłem się z życiem Conchity, że dzisiaj nie potrafiłbym robić nic innego. Poza tym Rene, Matt, Tamara, Roman, Christine... Mógłbym wymieniać godzinami ile osób pracowało nad sukcesem Conchity. Tyle lat pracy nie może pójść na marne przez jeden medialny skandal.
 Sonia przez chwilę milczała. Tom miał absolutną rację. Miała ochotę zapytać go, co ma na myśli mówiąc, że ,,Nicole miewała różne dziwne zachowania". 
- Proszę cię, nie martw się. Naprawdę mam nadzieję, ze to nic poważnego i myślę, że gdyby coś miało wyjść na jaw to media, by już o tym wiedziały - odruchowo dotknęła jego dłoni, która leżała na stole obok kieliszka. 
Spojrzał na nią niepewnie. Nagle zadzwonił telefon Toma. Ten od razu spojrzał w wyświetlacz. To był Jacques.
- Cześć, Tom - zaczął od razu. - Nicole się znalazła.
- Co? - wybełkotał zdziwiony. - Gdzie jesteście? Czy wszystko w porządku?
Jacques westchnął ciężko.
- Dwie godziny temu ją znaleźliśmy w biurze. Była nieprzytomna. Kiedy się obudziła powiedziała tylko, że ma wszystko pod kontrolą, ale jeszcze nie rozwiązała sprawy i znowu wyszła.
- Ale jak to... gdzie wyszła?
- Tego nie wiemy. Rene chciał to zgłosić na policję, ale nie będą jej przecież szukać. Jest dorosła. Odnośnie spotkania to Rene kazał cię przeprosić i powiedzieć, że w obecnej sytuacji nie da rady przyjść.
- Ale... co on może jeszcze zrobić?
Jacques znowu westchnął. 
- Podobno prowadzi jakieś swoje śledztwo i sam stara się dowiedzieć o co chodzi w tej całej sprawie i gdzie jest Nicole, ale nie chce nic powiedzieć na ten temat.
- Dobra, dzięki. Jeśli czegoś się dowiesz to zadzwonisz? - zapytał Tom czując się paradoksalnie trochę spokojniejszy.
- Jasne, wszyscy jesteśmy w kontakcie. Niczym się nie martw, bracie. Wszystko będzie dobrze. Ogarniemy to razem - powiedział starając się dodać przyjacielowi otuchy.
Kiedy Tom rozłączył się i opowiedział o rozmowie Sonii czuł się już o wiele spokojniejszy niż przed rozmową z Jacquesem.
Teraz to Tom chwycił dłoń Sonii i spojrzał na nią uśmiechając się przyjaźnie.
- Nie wiem o co w tym wszystkim chodzi, ale cieszę się, że jesteś przy mnie i bardzo ci za to dziękuję.